LizWorld

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

4.

- To którędy do Pałacu Buckingham? - spytałam Niny.
Właśnie wyszłyśmy we trzy - jeszcze Carin - pozwiedzać Londyn. Sophie miała próbę, więc poszłyśmy bez niej.
- Teraz do metra, bo trzeba podjechać kilka przystanków. Czyli .. tam ! - powiedziała i wskazała na znane logo londyńskiego metra.
Podeszłyśmy tam i zeszłyśmy do podziemia. Kupiłyśmy bilety i czekałyśmy na metro.

I mniej-więcej tak wyglądał nasz dzisiejszy dzień.
Po Pałacu zobaczyłyśmy jeszcze m.in. Big Bena, Hyde Park, Tower Bridge i Kensington Gardens.
Po całym dniu zwiedzania wróciłyśmy do hotelu i zamówiłyśmy kolację do pokoi.

* * *

Gdy byłam już po kąpieli i ubrana zeszłam z dziewczynami na śniadanie.
Podczas "porannych ogłoszeń" Scooter oznajmił, że dziś każdy ma dzień wolny. Ponoć zawsze tak robią przed koncertem, żeby się 'odstresować'.
Po kilkunastu minutach, gdy wracałam z Sophie do pokoju dogoniła mnie Carin.

- Dziś też trochę zwiedzamy?
- Jasne - odparłam.
- Ale też weźmiemy ze sobą Jutina i Scootera, ok?

Kiwnęłam głową i poszłyśmy przygotować się do wyjścia.

* * *

I tak całą grupą zwiedziliśmy Muzeum Figur Woskowych, British Museum i przejechaliśmy się London Eye.
Teraz Scooter zabierał nas w tzw. niezwykłe miejsce. Nikt z nas nie wiedział gdzie jedziemy, więc oczekiwaliśmy wyjścia z busa. Był z nami też Kenny - ochroniarz Justina. Bez niego nie pokazywał się na mieście. Parę razy robili nam zdjęcia lub musieliśmy się zatrzymywać przez fanów, ale nie sprawiało nam to wielu problemów.
Gdy bus zatrzymał się pospiesznie wyszliśmy z niego.
Przed nami ukazał się wielki napis Legoland .

- Serio? - mruknęła Nina - Legoland?

Kenny i Scooter wybuchli śmiechem.

- Będzie zabawnie! - krzyknął Scooter, wziął Carin za rękę i weszli do środka.

Z mniejszym entuzjazmem weszliśmy też my i dołączyliśmy do nich do kas.
Nie byłam przekonana co do tego miejsca, ale ruszyłam za nimi, żeby je zobaczyć.
W środku wszystko było zrobione z klocków Lego. Znajdował się tam mały warsztat, gdzie mogliśmy zrobić coś swojego z klocków. Gdy tam weszliśmy wszyscy jak dzieci ruszyli, żeby coś poukładać. Nawet Justin z uśmiechem na ustach bawił się tam świetnie.
Po chwili ja też się uśmiechnęłam i dołączyłam do reszty.
Kiedy skończyliśmy weszliśmy do Minilandu, w którym znajdowały się miniaturki zabytkowych miejsc w Londynie.
Następnym punktem była kolejka.
Nina wsiadła z Sophie, więc usiadłam sama tuż za nimi.
Po chwili usiadł koło mnie Justin.

- Jak Ci się podoba? - spytał ze śmiechem.
- Każdy chciałby się przejechać małym autkiem zrobionym z klocków! - odpowiedziałam i roześmiałam się razem z nim.

Kiedy wyszliśmy z Legolandu, wciąż byliśmy w świetnych humorach.

- To gdzie teraz? - spytała Carin.
- Może do Harrods? - zaproponowała Nina - To luksusowy dom towarowy, w którym znajdują się najbardziej ekskluzywne butiki w mieście.
- Mi pasuje! - krzyknęła Sophie.
Po chwili ja i Carin też potwierdziłyśmy, że chętnie pójdziemy.
- To może panie pójdą na zakupy, a my wrócimy do hotelu? - powiedział Justin.
- Tak, dobra opcja - stwierdził Scooter. Po chwili podszedł pożegnać się z Carin i pocałował ją.
Momentalnie przypomniałam sobie o Lucasie. Dawno z nim nie rozmawiałam. On sam też nie dzwonił.
Gdy ruszyłyśmy do Harrods wyciągnęłam komórkę i zadzwoniłam do niego.

- Halo? - usłyszałam jego głos.
- Cześć Lucas.
- O, hej Liz. Jak tam w Londynie? - spytał.
- Hmm, ciekawie! - odpowiedziałam - Dużo zwiedzamy.
- Pewnie strasznie cię nudzi towarzystwo - stwierdził.
- Wiesz, właściwie to nie. Poznałam parę osób. Jest O.K.
- Ale pewnie samego Justina nawet nie widziałaś? - spytał, a w jego głosie poczułam kpinę.
- Nie, czemu? - odparłam - Właściwie to nawet dziś cały dzień z nami zwiedza Londyn. Jest dosyć sympatyczny.
- No, dobra - powiedział - Muszę kończyć. Wychodzę z chłopakami.

Pożegnaliśmy się i schowałam komórkę. Lucas wydawał mi się dziwny podczas tej rozmowy. Jakby był przekonany, że mój wyjazd jest nie udany.
Postanowiłam się nie przejmować i ruszyłam z dziewczynami na zakupy.

____________________________________

Witam!
Rozdział trochę krótki i wiem, że nudny. Chciałam też Was spytać o zdanie: czy uważacie, że forma takiego 'dziennika wakacyjnego' i połączenie z opowiadaniem o znajomości Justina i Liz jest ok?
Zastanawiałam się jak to pisać. Mógłby to być taki pamiętnik z podróży no i oczywiście opowiadanie o Justinie.
Podoba Wam się taka opcja?
Odpowiadajcie w komentarzach!
I bardzo dziękuje wam za miłe komy pod ostatnim rozdziałem ! Liczę na więcej :D

Pozdrawiam <33
Tagi: opowiadanie
30.01.2012 o godz. 18:57

3.

- Liz, za chwilę lądujemy - obudził mnie głos Sophie. Musiałam przysnąć podczas lotu.

Po chwili wszyscy wyszliśmy już z samolotu i skierowaliśmy się po odbiór bagaży.

- Mówię Ci, Londyn to świetne miasto - mówiła moja nowopoznana koleżanka - Rok temu byłam tutaj z rodzicami. Bardzo żałowałam jak mało wtedy zwiedziłam.
- To teraz mamy okazję - odpowiedziałm i wzięłam walizki.

Po chwili dołączyłyśmy do grupy i wyszliśmy na parking. Stał tam wielki bus.

- M.in. tym bedziemy się poruszać po miejscach, w których będziemy - powiedziała Carin i wszyscy skierowalismy się do środka.
Wnętrze busa było naprawdę duże i bogato wyposażone.

- W takim mogłabym mieszkać! - krzyknęła Sophie.
Wszyscy usiedli w wybranym miejscu i zaczęli ze sobą rozmawiać. Teraz nie wydawało mi się nas tak dużo. Prawie wszystkich poznałam w samolocie, więc czułam się dobrze w ich towarzystwie.

- Cel: hotel! - krzyknął Scooter, a wielki bus ruszył.
- No i gorąca kąpiel - mruknęłam, a Sophie zachichotała.

Wyglądnęłam przez okno na miasto. Jechaliśmy właśnie przez most, z którego Londyn wyglądał niesamowicie. Gdy wjechaliśmy z powrotem na ulicę ujrzałam sławne dwu-piętrowe busy i czerwone budki.

- Niezły widok, co? - pojawiła się przy mnie Carin - Jak Ci się na razie podoba? - spytała.
Wciąż byłam na nią zła, że zadecydowała o moich wakacjach, lecz starałam sama siebie przekonać do tego wyjazdu.
- Ok - powiedziałam tylko i wróciłam do widoku na Londyn.

Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się pięcio-gwiazdkowym hotelu Grand . Wzięliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do środka. Chwilę czekaliśmy w hallu, potem Scooter wrócił trzymając kilka elektronicznych kluczy do pokoi.

- Myślę, że sami najlepiej się podzielicie do pokoi, więc tylko wręczam Wam klucze i możecie iść trochę odpocząć - zatrzymał się na chwilę - Jednak nie za długo, bo o 14.00 widzimy się w hotelowej restauracji na obiedzie i przedstawię Wam nasz plan. Jeszcze dzisiaj czeka nas trochę pracy. W końcu do koncertu zostały nam tylko dwa dni!

Gdy skończył wszyscy rzucili się do wind i wjechali na 4 piętro, gdzie znajdowały się wszystkie nasze pokoje.
Gdzieś po drodze staciłam z oczu Sophie. Teraz zaglądałam we wszystkie pokoje szukając wolnego miejsca.

- Hej, Eli! Tutaj - usłyszałam ją po chwili.
Weszłam do pokoju za nią.
Był naprawdę duży, jakby na co najmniej 5 osób.
- Sypialnie na prawo, łazienki w lewo - powiedziała Sophie, a ja poszłam sobie wybrać jedną z trzech sypialni.
W każdej było wielkie, dwuosobowe łóżko i parę mebli.
Wybrałam jedną i wróciłam do 'salonu' w naszym apartamencie. Odsłoniłam wielkie okno, z którego miałyśmy świetny widok na miasto.

- Hej, znajdzie się jeszcze miejsce? - usłyszłam za sobą głos i odwróciłam się.
W drzwiach stała średniego wzrostu brunetka i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Jasne, jest jeszcze wolna sypialania.
Dziewczyna uśmiechnęła się i przedstawiła:

- Nina. Makijażystka - uścisnęła silnie moją dłoń.
- Elizabeth, siostra...
- Carin! A więc to ty - odpowiedziała z uśmiechem. Czy naprawdę wszyscy dobrze wiedzieli o mojej obecności tutaj?
Nina skierowała w stronę sypialń i weszła do ostatniej wolnej. Kiedy wróciła do mnie, z łazienki wyszła Sophie.

- O, cześć - powitała ją nasza nowa lokatorka - Jestem Nina, poznałyśmy się chyba na lotnisku?
- Tak - odpowiedziała jej uśmiechem - Nie wiem jak Wy dziewczyny, ale ja idę wziąć dłuugą kąpiel.

Obie z Niną zadecydowałyśmy tak samo i po chwili wszystkie trzy siedziałyśmy w innych łazienkach.
Relaksując się w wannie pomyślałam o Lucasie. Pewnie już dojechał do Houston. Wcześniej długo myślałam, czy te wyjazdy nas nie podzielą. Dalej martwiłam się tą sprawą.
Po kilkunastu minutach wyszłam i ubrałam się . Poszłam do sypialni i rozpakowałam się końca. Gdy skończyłam usłyszłam pukanie. Dziewczyny chyba nadal brały kąpiel, więc otworzyłam. To była Carin.

- Rozgościłaś się? - spytała wesoło.
- Tak jakby.
- Ktoś jeszcze tu mieszka? - spytała rozglądając się.
- Sophie i Nina.
- A, tak. Kojarzę Ninę. - przerwała - Rozmawiałam z tatą. Musiałam go znowu zapewnić, że się tobą zaopiekuję.
- No, tak. Cały tata - mruknęłam. - Nie idziemy już na ten obiad?
- Możemy już iść. Justin już powinien być ze Scooterem na dole - wyszłyśmy z pokoju.
Zupełnie o nim zaponiałam. A już za chwilę poznam tego sławnego Justina.
Zjechałyśmy windą na dół i poszłyśmy do restauracji hotelowej.
Już z daleka zobaczyłam Scootera. Stał obok przyszykowanego dla dużej ilości osób stołu.
Scooter odwrócił się do nas.
- Jesteście już! Liz, poznaj Justina.

Podszedł do nas wysoki szatyn. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Justin.
- Liz - odpowoedziałam i przypatrzyłam się mu. Miał brązowe oczy, jakby wiecznie roześmiane i naprawdę... uroczy uśmiech!
Nawet nie wiem czemu tak pomyślałam. Przecież wciąż mam Lucasa.
- Słyszałem, że będziesz z nami przez całą trasę - powiedział z uśmiechem - Będzie czas żeby się poznać.

I po tym dziwnym zdaniu objął mnie ramieniem. Silnym ramieniem. Zupełnie się tego nie spodziewałam, więc nie odezwałam się słowem, czym zajął się Scooter:
- Ej, podrywaczu. Zestresujesz nam dziewczynę!
Po tym Justin razem ze mną zaśmiał się, a ja odsunęłam się od niego.
Musiało to wyglądać komicznie, bo Carin zaczęła się śmiać.

Nikt nie zdąrzył nic więcej powiedzieć, bo wszyscy zeszli się na obiad.

- Nie chciałem Cię zdenerwować - odrzekł Justin - Chciałem jakoś Cię wciągnąć do 'towarzystwa'.
- Spokojnie nie mam tobie nic za złe - odpowiedziałam uśmeichem i zajęłam miejsce przy stole.
Justin usiadł kilka miejsc dalej i posłał mi uśmiech.
- To dalej w celu zapoznawczym! - krzyknął do mnie przez cały stół, przez co zaczęłam się śmiać.

Zaciekawiła mnie jego osobowość. Zdawał się być innym niż przewuduwałam. Po chwili wszyscy zabrali się za jedzenie.

____________________________________

Witam dziewczyny!
Mam nadzieję, że rozdział się podoba i chociaż kilka z Was zdecyduje się na czytanie ;)
Chciałabym Was prosić, żebyście może przekazały kilku osobom o blogu, bo chyba wiecie, że początki są trudne. Także chciałabym prosić o komentarze, bo dla Was są krótką oceną, a dla mnie stanowią podstawę do pisania nowych rozdziałów ! ;D
Pozdrawiam! <3
Tagi: opowiadanie
10.01.2012 o godz. 19:37

2.

Stałam w przedpokoju i nerwowo zerkałam na zegarek.
Obok mnie stały moje walizki. Carin znowu się spóźniała.

- Może jednak nie powinnam jechać? - spytałam taty, który właśnie wyszedł z kuchni.
- Liz, wiem, że masz wiele wątpliwości, ale Carin obiecała mi, że zaopiekuje się tobą.
- O to akurat się nie martwię - mruknęłam - Ale czy ty nie uważasz tego wyjazdu za nieodpowiedzialny?
- To najlepsze wyjście na twoje wakacje. Inaczej każdego dnia zostawałabyś sama w domu, bo wiesz, że pracuję - odparł - Nie pociesza mnie fakt, że jedziesz z jakimś zespołem, będziecie mieszkać w hotelach, ale... już się zgodziłem. I wiesz, że Carin liczy , że się nie rozmyślę.

"No tak. Może za bardzo się przejmuję?" - pytałam siebie w myślach.
Po chwili do domu wpadła Carin i oznajmiła:

- To jedziemy!

Podeszłam do taty, żeby się pożegnać.

- Tylko nie szalej za bardzo - powiedział. O to chyba nie musi się martwić.

Wzięłam moje walizki i ruszyłam za siostrą do jej auta.
Kiedy odjeżdżałyśmy wysłałam sms-a do Lucasa - "W drodze na lotnisko".
"Już tęsknię" - sms od niego doszedł po chwili.

- To jak, gotowa na wyjazd? - spytała zadowolona z siebie Carin.
- Tak.
- Na pewno wszystkich tam polubisz - mówiła lekko zatroskana - Wiesz, Justin jest w twoim wieku. Powinniście się dogadać.

Trochę słyszałam o tym Justinie. Scooter był jego menadżerem i to właśnie w jego trasie będę uczestniczyła.
Nie byłam pewna czy chcę poznawać nowych ludzi. Czułam się dobrze z tymi, których znam!
Nie musiałam mieć wyrzutów sumienia, że kogoś zostawiam w Los Angeles. Lucas przygotowywał się do swojego wyjazdu, moje najbliższe przjaciółki - Amy i Natalie też miały swoje plany.
Mimo wszystko nie byłam niczego pewna.

- Jesteśmy! - z moich rozmyślań wyrwała mnie Carin. Dojechałyśmy do LAX .

Nie chętnie wysiadłam z auta i wzięłam swoje walizki. Gdy weszłyśmy do środka Carin od razu "wpadła" w ramiona Scootera. Po chwili odwrócił się do mnie:

- Hej Liz. Gotowa na dwumiesięczną podróż?
- Jasne - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.

Dopiero po chwili zauważyłam jak dużo osób zebrało się wokół nas.

- To tancerze, fryzjerzy i wielu innych ludzi z ekipy - powiedział rozbawiony moją miną Scooter.

Wszyscy zaczęli ze sobą rozmawiać i nagle poczułam się samotna. Może trochę przesadzałam, ale właśnie dlatego wolę jeździć z ludźmi, których znam.

- Chodź musimy iść już oddać bagaże - powiedziała do mnie Carin.
- Ale nie było komunikatu.
- Nie, bo lecimy prywatnym samolotem - odpowiedziała z uśmiechem.

"No tak."
Wraz z całą grupą poszliśmy oddać bagaże, a następnie do samolotu.

- Teraz jest z nami tylko część ekipy - powiedział Scooter - Zaraz po przylocie do Londynu poznasz resztę. W tym Justina - mówił to jakby miało to być jakimś szczególnym wydarzeniem. Ale przynajmniej dowiedziałam się, gdzie lecimy.

Gdy siedziałam już w samolocie spróbowałam poapatrzeć na to z innej stony. Bardziej pozytywnie.
Zwiedzę naprawdę dużo miejsc na świecie, odpocznę od jednego, stałego miejsca i być może przeżyję parę przygód.
Po tych myślach od razu poczułam się lepiej.

- Mogę? - usłyszałam dziewczęcy głos.

Obok sąsiedniego miejsca stała niska blondynka i wskazywała na siedzenie.

- Pewnie - odparłam, a dziewczyna usiadła obok.
Sięgnęłam do torebki, żeby wyjąć jedną z nowo zakupionych książek, gdy dziewczyna powiedziała:

- Siostra Carin, prawda?
- Tak - odpowiedziałam - Ty... jesteś kimś z ekipy?
- Jestem jedną z tancerek. Właściwie to moja pierwsza trasa. I do tego z Justinem! - na jej twarzy pojawił się uśmiech - A w ogóle to jestem Sophie - rozpoznałam u niej brytyjski akcent.
- Elizabeth - odpowiedziałam jej uśmiechem - Pochodzisz z Angli?
- Tak, dokładnie to z Newcastle. Chociaż jestem angielką tylko w połowie. Tata urodził się we Francji, pod Paryżem. Jednak wychowywałam się w Memphis - chyba musiała zobaczyć moje rozbawienie jej monologiem, bo powiedziała - Przepraszam, zawsze tak dużo gadam.

Po chwili obie rozmawiałyśmy jakbyśmy się znały od zawsze.
Może jednak nie będzie tak źle?
Tagi: opowiadanie
03.01.2012 o godz. 19:25

1.

Mgła unosiła się nad nieruchomą taflą wody.
Słońce powoli wschodziło nadając światu kolory.
Na pomoście stał chłopak. Był odwrócony tyłem i patrzył w stronę słońca.
Będąc pewna, że to Lucas weszłam na pomost i powoli podeszłam do niego.
Musiał mnie usłyszeć, bo zaczął się odwracać w moją stronę.
Lecz wtedy...

Znów ten sam sen. Urwał się w tym samym momencie co zawsze.
Spojrzałam na zegar - 8:40. Czas wstawać. Nigdy nie lubiłam długo spać. Chociaż wczoraj zaczęły się wakacje nie zamierzałam wylegiwać się cały dzień w łóżku.
Po kąpieli, ubrana poszłam do jadalnii, gdzie był już mój tata.

- Cześć - powiedziałam, a on ucałował mnie w czoło.

Po chwili oboje usłyszeliśmy trzaskanie drzwiami i przy stole pojawiła się moja starsza siostra Carin.

- Cześć Wam! - krzyknęła radośnie.
- Hej - mruknęłam i kontynuowałam jedzenie.
- Cześć Rudzielcu! - Carin poklepała mnie w ramię.
- Już myślałem, że nie dojedziesz na to śniadanie.
- Z Santa Barbary nie jest aż tak blisko - odpowiedziała.

Carin od półtora roku mieszka w St. Barbarze gdzie znalazła pracę. Według mnie i tak więcej czasu spędza ze swoim chłopakiem.

- To co siostra robisz na wakacje? - spytała mnie. - Pewnie już masz zaproszenia na jakieś szalone imprezy na plaży i paru chłopaków zaproponowało Ci już kilkudniowe wypady pod namiot - w odpowiedzi tata tylko spojrzał uważnie na moją siostrę. Chyba dobrze wiedział, że nie mam takich planów.
- Pewnie zatopię się w stosie książek i miło spędzę wakacje w gronie paru znajomych.
- Chyba żartujesz? - spytała jakby zaskoczona - Na twoim miejscu nie przestawałabym się bawić!
- Co kto lubi - odparłam spokojnie.
- Ja w twoim wieku... - zaczęła.
- Dobrze. Myślę, że koniec rozmowy o twojej młodości Carin - przerwał jej tata i poszedł zrobić sobie jeszcze jedną kawę.


Gdy zniknął w kuchni, spytała:

- Eli, nie wyjeżdżasz nigdzie?
- Wiesz jak to jest - odparłam - tata...
- Ale nie możesz całe wakacje siedzieć w domu! - krzyknęła zniesmaczona. - Jeśli trzeba będzie sama gdzieś z tobą pojadę!

Spojrzałam na nią przestraszona.

- Nie trzeba! Ja lubię czasem posiedzieć w mieście - próbowałam odwieść moją siostrę od myśli o wspólnych wakacjach. Jednak ona już mnie nie słuchała tylko poszła porozmawiać z tatą.

Przeniosłam się na kanapę do salonu, bo nie bardzo obchodził mnie wynik jej zmagań. Tata pewnie i tak się nie zgodzi, lecz dla mnie to lepiej.
Może chciałabym gdzieś pojechać i trochę pozwiedzać, ale na pewno nie z moją szaloną siostrą!
Czasem zdaje mi się, że nie jesteśmy siostrami. Różnimy się prawie wszystkim. Nie chodzi tylko o charakter, lecz też o wygląd.
Carin ma średniej długości ciemno-brązowe, idealnie proste włosy. Właśnie tego jej zazdroszczę. Zawsze chciałam mieć inny kolor włosów niż ten... nigdy nie potrafiłam określić tego koloru. Carin nazywała mnie Rudzielcem, lecz zawsze wolałam sobie wmawiać, że są chcociaż trochę brązowe.
Gdy tak nad tym rozmyślałam dostałam sms-a od Lucasa. Uśmiechnęłam się pod nosem i krzyknęłam do nich, że wychodzę. Poszłam dobrze mi znaną drogą do Carmen Cafee .
Gdy weszłam do środka Lucasa jeszcze nie było.
Usiadłam i zamówiłam dla nas to co zawsze.
Po chwili do kawiarnii wszedł wysoki brunet. Miał niebieskie oczy i widać było, że kogoś szuka.
Czasem lubiłam sobie wyobrażać, że go nie znam i sprawiać, że podoba mi się jeszcze bardziej. Pomachałam do Lucasa, a on podszedł z uśmiechem.

- Cześć kochanie - powiedział swoim słodkim głosem i pocałował mnie w policzek. Zawsze, gdy to robił rumieniłam się i głupio uśmiechałam.
Kiedy dostaliśmy zamówienie powiedziałam:
- Dziś przyjechała Carin.
- Co u niej? - spytał pijąc ulubioną Latte.
- Chce mnie gdzieś zabrać na wakacje - odparłam - Jednak mam nadzieję, że tata jej nie pozwoli.
- Czemu? - spytał zdziwiony.
- No wiesz. Wyjazd z nią będzie czymś...nie poważnym! Ona jest taka pełna życia i... Ja wolę zostać w Los Angeles i przebywać... z tobą.

Lucas uśmiechnął się i złapał mnie za dłoń.

- Ale wiesz, że... ja też wyjeżdżam?
- Właściwie to nic nie mówiłeś - odparłam lekko zaskoczona.
- Wybieram się z kumplami nad jeziora niedaleko Houston. Są tam też skałki do wspinaczki. Wiesz, taki męski wypad.
- Rozumiem - powiedziałam trochę niezadowolona tą wiadomością - może jednak gdzieś pojadę z Carin. - Lucas uśmiechnął się i zaczął opowiadać więcej o swoim wyjeździe.

" Po co mu mówiłam, że jednak pojadę z siostrą? Wiadomo, że tak nie będzie. Widać te wakacje będą dla mnie samotne" - myślałam wracając do domu.
Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, Carin wyskoczyła przede mną i poinformowała mnie:

- Mam dla Ciebie niespodziankę!

Złapała moją dłoń i mimo moich protestów pociągnęła mnie do salonu, gdzie siedział mój tata.

- Jedziesz na wakacje!
- Co? - wydusiłam z siebie.
- No tak, załatwiłam Ci wyjazd - powiedziała zadowolona z siebie Carin.
- Już Ci mówiłam. Nigdzie nie jadę! - krzyknęłam zdenerwowana.
- No wiesz, już nawet przekonałam tatę - powiedziała uśmiechnięta.

Tata tylko wzruszył ramionami co miało znaczyć "nie dałaby mi spokoju".

- Mogę chociaż wiedzieć co to za wakacje? - spytałam próbując się uspokoić.
- Wiesz, że mój chłopak jeździ w trasy i właśnie taką też ma zaplanowaną na wakacje. Jadę razem z nim, więc czemu ty też nie? - odparła myśląc, że jej pomysł jest genialny.
- Bo nie chcę!
- Elizabeth, wyjazd dobrze Ci zrobi. Inaczej cały dzień siedziałabyś sama w domu.

Opadłam bezwładnie na kanapę. Czułam, że ze złości zrobiłam się cała czerwona.

- Liz, posłuchaj - zaczęła jeszcze raz Carin - Wiem, że niełatwo cię przekonać, ale pomyśl: zwiedzisz z połowę świata. To będzie jedna, wielka przygoda! Luksusowe hotele, nowi ludzie.
- Może Ciebie to interesuje, ale...
- Liz, już nawet pytałam Scootera! - odparła błagalnie.

Dobrze wiedziała co robi. Ja zawsze dotrzymuję słowa i sama nie lubię jak ktoś zmienia zdanie. Wiedziałam, że jeszcze tego pożałuję, ale:

- Jeśli już mu obiecałaś - na twarzy Carin pojawił się uśmiech - to mogę pojechać. Ale ja tam nie znam nikogo!
- O to się nie bój, jadą z nami naprawdę fajni ludzie. Wszystkich polubisz - mówiła Carin i po chwili odpłynęła w swoich opowieściach.

Gdy spojrzałam na tatę on tylko usmiechnął się ze zrozumienem.

__________________________________

Witam wszystkie blogerki! Na moim blogu będę pisała (nie ja pierwsza) opowiadanie. Pewnie się domyślacie o kim. Mam nadzieję, że spodobają Wam się zapisywane historie z życia Liz.
Pozdrawiam!
Tagi: opowiadanie
29.12.2011 o godz. 20:08